Małżeństwo mojej starszej córki przechodziło poważny kryzys, a praktycznie rozpadło się. Zięć wyprowadził się z domu, trwało to kilka tygodni i pojednanie ,,po ludzku” nie było możliwe. Zięć wymyślił sobie (absurdalna historia nieuzasadnionych podejrzeń),że żona go zdradziła, a córka wiedząc, że tak nie było, obrażona też trwała w uporze jakiegokolwiek pojednania.

    Kiedy już wszystko wydawało się skończone, za wyraźnym natchnieniem poszłam do wnuka, wówczas 7-letniego i powiedziałam, że poprosimy razem o pomoc Maryję. Pomodlimy się razem 10-tką różańca. Wnuk powiedział, że teraz to już nie ma sensu, bo już wszystko przepadło, to jest niemożliwe, już za późno. Odpowiedziałam mu, że dlatego, że „po ludzku” jest to niemożliwe, będziemy prosić Boga za wstawiennictwem Maryi. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego i szczególną moc posiada modlitwa dziecka.
    Odmówiliśmy razem 10-tkę różańca i poszliśmy spać. Gdy rano około godziny 6tej obudziłam się, podchodząc do okna, zobaczyłam scenkę iście bajeczną. Córka z zięciem przechadzali się po ogrodzie trzymając się za ręce . Do tej pory są dobrym małżeństwem. Dziękuję Maryi za uratowanie sakramentalnego małżeństwa.

Alina