Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego...tę modlitwę znam na pamięć od najmłodszych lat. W swoim życiu powtórzyłam ją niezliczoną ilość razy. Niby wiedziałam co znaczą poszczególne wyrazy, ale dla mnie były to tylko puste słowa, sformułowania nie niosące ze sobą żadnej treści, były teorią, opowieścią z gatunku „pobożnych życzeń”, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego.
Wszystko zmieniło się 7 sierpnia 2016r. Tego dnia Bóg, ustami kapłana sprawującego egzorcyzm, zapytał mnie czy wierzę w Niego i w to, że On jest Bogiem wszechmogącym. Pytał, czy wierzę, że może uwolnić mnie od demonów, które miały władzę nad moim życiem, czy wierzę, że może dać mi nowe życie.


W żadnym języku świata nie ma takich słów, które mogłyby opisać koszmar, jaki przeżywa człowiek będący pod panowaniem sił ciemności. To niekończące się dręczenia, depresje, poczucie odrzucenia i samotności. To brak nadziei odbierający sens życia, które staje się agonią, powolnym konaniem. Człowiek marzy wtedy o śmierci, która w końcu, jeśli nadejdzie, stanie się uwolnieniem od grozy dnia i koszmaru nocy. To nie choroba ciała. Nie zadziała żadna psychoterapia, nie ma na to antybiotyku, żaden lek antydepresyjny nie przyniesie efektu, nie ma sensu poprosić o przyklejenie plastra z morfiną, bo nie przestanie boleć! Człowiek boi się zasnąć, bo noc jest większym koszmarem niż dzień. Od tego nie ma odpoczynku. Żaden człowiek nie jest w stanie pomóc, bo nie jest to walka przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich (Ef 6, 12).


Dla takiego człowieka, jedyną szansą na ratunek, jest ufność, że Bóg jest i jest wszechmogący; zawierzenie słowom Jezusa: „Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Tego dnia, w „Niedzielę cudów”, ani przez moment nie wątpiłam w te słowa. Wiedziałam, że tylko Jemu „dana jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28, 18) i tylko On może uwolnić mnie od demonów i dać nowe życie. Tak też się stało. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Zachwyciłam się Chrystusem i Jego Najdroższą Matką. On uratował mi życie. Tego dnia postanowiłam, że od tej pory moje życie należy do Niego i tylko do Niego. W każdej minucie nowego życia doświadczałam miłości i obecności Boga. Emanowałam tym szczęściem, radością, łagodnością i pokojem. Cieszyłam się, bo wiedziałam, że są to owoce Ducha Świętego, jak pisał Św. Paweł: „Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy” (Gal 5, 22-25).
Codziennie dziękowałam Chrystusowi i Jego Przenajświętszej Matce za cudowne, nowe życie.


W moim życiu spełniały się słowa św. Pawła: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie”(Flp 4, 4-7).


Spędzałam sporo czasu na modlitwie a Bóg rozmawiał ze mną. Zadawałam Mu pytania a On odpowiadał. Myślałam, że tak będzie już zawsze i przeszłam nad tym do porządku dziennego. Zaczęłam czuć się wyróżniona, dumna i nieco zarozumiała. Z czasem gorliwość do życia z Bogiem słabła a górę brała rzeczywistość życia codziennego. Moją podświadomość zaczęły wypełniać myśli, że przecież już się nawróciłam i teraz będą nawrócona do końca życia. Powoli odzwyczajałam się od słuchania głosu Pana Boga i przestawałam Go pytać co sądzi na temat podejmowanych przeze mnie decyzji. Zapomniałam, że moja walka nie skończyła się w dniu egzorcyzmów, że trwa nieprzerwanie, z wrogiem bardzo inteligentnym i perfidnym, a przy tym doskonale znającym moje słabości, między innymi to moje zarozumialstwo. Zlekceważyłam fakt, że życia w prawdzie trzeba się uczyć codziennie, że trzeba systematycznego treningu, trzeba walki aby nie wpaść w przeciętność i pułapkę wiary tylko we własne siły. Szatan wie, że pozbywając się kontaktów z Panem Bogiem godzimy się na życie tylko w wymiarach ziemskich bez perspektywy awansu do statusu dziecka Bożego a przede wszystkim bez ochrony Bożej, która należy się ludziom żyjącym w łasce uświęcającej.


Któregoś dnia, na porannej modlitwie, czytając Pismo Święte, już nie słyszałam Jego głosu. Myślałam, że może Bóg na razie, nie ma mi nic do powiedzenia. Ten dzień był trudnym dniem. Miałam wyjątkowo dużo, bardzo męczącej pracy. Późnym wieczorem, po powrocie do domu, włączyłam telewizję, żeby o niczym nie myśleć i bezwiednie pooglądać jakiś program. Właśnie rozpoczynał się film „Adwokat diabła”. Obejrzałam cały, ale z dwu i pół godzinnego seansu zapamiętałam tylko jedno zdanie! Zdanie, które z szyderczym uśmiechem wypowiadał diabeł: „Próżność to mój ulubiony grzech”. Nie mogłam uwierzyć! Uświadomiłam sobie, że Bóg mówi do mnie na wszystkie sposoby, nie tylko przez słowa z Pisma Świętego. Dotarło do mnie, że to próżność, którą pielęgnowałam dzień po dniu, przesłoniła mi Boga, przestawałam Go widzieć i słyszeć. Próżność rosła we mnie i w prostej linii prowadziła do pychy. Było mi wstyd. Jeszcze nie tak dawno, oddałam się Jezusowi całkowicie. Dałam Chrystusowi wyłączne prawo decydowania o moim życiu, a niedługo potem systematycznie odbierałam Mu to prawo. Powoli, niezauważalnie i bezwiednie wracałam do starego życia, do wszystkiego co mnie zniewalało! Przeraziłam się. Przypomniały mi się słowa Św. Pawła:  „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!...Zerwaliście więzy z Chrystusem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z łaski”(Ga 5, 1-4).


Wypełniona żalem, następnego dnia, poszłam do Spowiedzi Świętej błagać Jezusa o przebaczenie.
Wybaczył mi. Było jak dawniej. Byłam szczęśliwa, bo znów na modlitwie, słyszałam Jego głos.
Uradowana obecnością Boga w moim życiu, postanowiłam pomagać innym. Zaczęłam prostować życiowe ścieżki swojemu bratu. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że moje pomysły nie zachwyciły go i nie wykorzystał żadnej z moich sugestii. Poczułam się urażona i odrzucona. Miałam do niego żal i nie chciałam przyjąć do wiadomości, że ma swój plan na własne życie. Oczywiście, nie omieszkałam opowiedzieć o tym każdemu, kto tylko chciał słuchać. Użalałam się, jaką dobrą siostrą jestem, a mój brat niewdzięcznikiem. Na koniec postanowiłam pożalić się również Panu Bogu. Stanęłam do modlitwy i poprosiłam o światło Ducha Świętego. Kiedy już wyłuszczyłam Panu Bogu wszystko ze szczegółami, otworzyłam Pismo Święte, aby usłyszeć co On na to. No i usłyszałam......


„W złym celu otwierasz usta,
a język twój knuje podstępy.
Zasiadłszy, przemawiasz przeciw swemu bratu,
znieważasz syna swojej matki.
Ty to czynisz, a Ja mam milczeć?
Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie?
Skarcę ciebie i postawię ci to przed oczy”(Ps 50, 19-21)


Myślałam, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Znów poszłam do Spowiedzi Świętej prosić o wybaczenie. Bóg naprawdę jest cierpliwy i miłosierny.
Z tego doświadczenia wyciągnęłam jedną lekcję: z Bogiem muszę rozmawiać o wszystkim i z Nim konsultować wszystkie moje decyzje. Na konsultacje Bóg nie musiał długo czekać.
Któregoś dnia zostałam postawiona w sytuacji, w której oczekiwano ode mnie abym zrobiła coś, na co nie zgadzało się moje sumienie. Im dłużej nad tym myślałam, tym więcej pojawiało się argumentów, żeby jednak to zrobić. Argumenty typu: to mało istotna rzecz, nikt nie zauważy, szybko zapomnisz, to nie jest aż takie złe...itp. Koronnym argumentem było: Jutro jest pierwszy piątek. Wyspowiadasz się z tego a Bóg Ci przebaczy. Ostatecznie postanowiłam, że to zrobię. Pozostało mi jeszcze do mojej decyzji przekonać Pana Boga. Tak jak zwykle, stanęłam do modlitwy i poprosiłam o światło Ducha Świętego. Kiedy już opowiedziałam Panu Bogu co zamierzam zrobić, otworzyłam Pismo Święte, aby usłyszeć co On na to. No i znów usłyszałam......


„Niedobre jest to, co chcesz uczynić”(Ne 5, 9). Kiedy przeczytałam to jedno zdanie, wszystkie argumenty nagle przestały istnieć. Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że stałam na krawędzi grzechu przeciw Duchowi Świętemu, a taki grzech „nie będzie odpuszczony ani w tym wieku, ani w przyszłym”(Mt 12, 30-32). Tego samego dnia po raz kolejny przekonałam się, że Bóg, chroniąc mnie przed pułapkami szatana, mówi do mnie na wszystkie możliwe sposoby. Otwierając pocztę mailową zobaczyłam, że koleżanka przysłała mi konferencję, którą wygłosił jałmużnik papieski, abp Konrad Krajewski, do łódzkich księży. Przytaczał w niej słowa Jezusa wypowiedziane do Helenki (późniejszej siostry Faustyny): „Dokąd cię cierpiał będę i dokąd mnie zwodzić będziesz?”


Przez kilka dni pytania te nie opuszczały mnie ani na chwilę. Brzmiały w moich uszach, a ja wiedziałam, że wcześniej czy później muszę na nie odpowiedzieć. Wiedziałam, że jeżeli nie chcę wrócić do życia, w którym kierownictwo duchowe sprawują demony, którym władają siły ciemności, życia bez Boga, to muszę odebrać szatanowi możliwość dostępu do mnie i mojej wolnej woli. Szatan nie odpuści, nie podda się, nie machnie ręką i nie zrezygnuje z szukania dróg powrotu do mnie. On nigdy się nie męczy, nie odpoczywa, nie zniechęca się. Ta walka będzie trwać do końca mojego życia. Biada mi, jeśli nie będzie przy mnie Matki Bożej, Tej, która w „Niedzielę cudów” była ze mną od świtu, od momentu, kiedy się obudziłam i trzymając w ręku różaniec, błagałam Ją o ratunek. I zostałam wysłuchana.


Zawsze, kiedy moje życie składałam w ręce Matki Bożej byłam bezpieczna. Ona chroniła mnie i prowadziła. Rok 2017 jest wyjątkowym rokiem, bo świętujemy 300-lecie koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i 100. rocznicę objawień Matki Bożej w Fatimie. To dobry czas, aby zostać niewolnikiem Najświętszej Panienki. Postanowiłam, że Jej pozostawię całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną. Przez 33 dni przygotowywałam się do tego. To był wyjątkowy, błogosławiony czas. Czas wyrzeczenia się świata, poznania samej siebie, Błogosławionej Dziewicy i Jezusa Chrystusa. Nadszedł w końcu ten cudowny dzień, 8 grudnia 2017r.-uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Po Eucharystii złożyłam na Ołtarzu Akt mojego Ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję. Akt podpisany przeze mnie i świadka - (mojego spowiednika) ojca Pawła. Stało się! Jestem niewolnicą Matki Bożej! Czuję się bezpieczna i bardzo szczęśliwa.

Jestem cała Twoja, o Jezu, i wszystko co moje należy do Ciebie, przez Maryję, Twoją Niepokalaną Matkę. Odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Tobie - Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Tobą, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia. Bym zaś wierniejsza Ci była, niż dotąd, obieram dziś Twoją Niepokalaną Matkę, w obliczu całego dworu niebieskiego, za swą Matkę i Panią. Matko Boża, oddaję Ci i poświęcam jako niewolnica Twoja, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności. Amen

Urszula, 30-12-2017r.