Ostatni dzień 2017 roku był dla mnie początkiem nowej, duchowej rzeczywistości, o której nie miałam pojęcia, że istnieje. Przygotowanie i pierwszy okres 33-dniowych ćwiczeń przyniosły wiele łask, które z pomocą Bożą podjęłam. Opiszę ten wyjątkowy czas.
Zobaczyłam, że jestem jak gwiazda, której końcówki ramion są związane sznurami moich związań ze światem. Zło, kiedy chce i jak chce, szarpie te sznurki, przeciąga na swoją stronę, czyniąc z mojego życia koszmar niestabilności, lęku, zniechęcenia i bólu do granic wytrzymałości. Te „sznurki” były też taką autostradą wjazdową złego ducha w moje życie.
W nocy miałam straszny sen. Śniło mi się, że goni mnie jakieś zło. Wokół panowała zupełna ciemność, zaczęłam uciekać. Pamiętam, że wszystko działo się w dużym domu. Wpadłam na schody i pobiegłam w górę. Zdążyłam wbiec do jakiegoś pokoju, zamknąć za sobą drzwi i przekręcić klucz. Następnie odsunęłam się nieco i patrzyłam w stronę zamkniętych drzwi. Nagle usłyszałam jak goniące mnie zło wpadło na drzwi. Usłyszałam przerażający wrzask i wściekłość, ponieważ drzwi były zamknięte.
Zrozumiałam, że jestem bezpieczna. Kolejnego dnia, podczas modlitwy otrzymałam Słowo o obietnicach mesjańskich z Księgi Sofoniasza 3,17 – Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz, który zbawia, uniesie się weselem nad tobą, odnowi cię swoją miłością, wzniesie okrzyk radości. Dla potwierdzenia dodam, że w tym czasie pewna osoba, podczas modlitwy, otrzymała dla mnie to samo Słowo. Chwała Panu! To obietnica skierowana do każdego z nas.
Ostatnie słowa mocno mnie poruszyły – w nocy usłyszałam krzyk wściekłości zła, a tu czytam o okrzyku radości Boga. Zrozumiałam, że idę w tym kierunku, że wchodzę w nową przestrzeń duchową, która jest zarezerwowana dla Maryi i Jej dzieci. Przestrzeń, w której jesteśmy bezpieczni. Zrozumiałam też, że to w moich dłoniach znajduje się klucz, którym mogę na zawsze zamknąć drzwi, przez które zły duch próbował wejść w moje życie. Tak rozpoczęłam pierwszy tydzień ćwiczeń duchowych.
Wyczuliłam mój duchowy słuch i zaczęłam obserwować moje myśli, wszystko, co przychodziło z zewnątrz mnie. Poddawałam to rozeznaniu i ze zdumieniem zrozumiałam, że jestem na polu walki. Nieustannie kuszona w myślach, by mnie zdołować i doprowadzić do rezygnacji i rozpaczy.
Słowo Boże znowu przyszło z pomocą. Historia ludu wybranego, węże na pustyni, modlitwa Mojżesza i ratunek – trzeba spojrzeć na pal z wizerunkiem węża. To symbol, który należy odczytać – mamy w czasie pokus patrzeć na Chrystusa wywyższonego na Krzyżu. To jedyny ratunek w czasie strapień duchowych.
Tę Bożą Mądrość zastosowałam w codziennym życiu. Gdy przychodziły myśli w postaci pokus, wtedy od razu siłą woli kierowałam swoje myślenie w stronę Pana Jezusa. Myślałam o tym, jaki On dla mnie jest, jak bardzo mnie kocha, jak troszczy się o mnie. Siłą mojej woli zmieniałam kierunek myślenia i po chwili nie było już śladu pokusy. W jej miejsce pojawiała się wdzięczność i pragnienie wielbienia Boga.
Słowo Boże daje nam wskazówki. Kolejną w takiej sytuacji jest historia Dawida, gdy zgrzeszył z Batszebą. Napisane jest, że pozostał w Jerozolimie (2 Sm 11,1b), zamiast iść walczyć ze swoim wojskiem. I wtedy zobaczył kobietę i tak się zaczął jego upadek. Dlatego to „pozostanie” Dawida jest też dla nas przestrogą. Jeśli pozostajemy w negatywnym myśleniu, jeśli pozostajemy w czynnościach, które powinniśmy zostawić… itd. Pożyteczne jest wypracowanie w sobie mechanizmu codziennego nawracania się. Łapania kierunku na Chrystusa. Spoglądanie na Chrystusa i działanie. Zło nie powinno nas zastać bezczynnymi. Jeśli odpoczywamy, to w Bogu.
Gdy rozmiłujemy się w tym ćwiczeniu, a wielką zachętą będą dobre owoce, które od razu na nas spadną, wtedy będziemy mogli pójść dalej. Konsekracja maryjna przenosi człowieka w nowy wymiar duchowy, gdzie trud walki nad sobą zamieniony zostaje w radość współpracy z Maryją, którą zaczynamy prawdziwie kochać. Ta nowa rzeczywistość otwiera zupełnie nowe horyzonty naszego funkcjonowania w świecie. Maryjna pokora, wyciszenie, życie w ukryciu Jej Serca; sprawiają, że nasza codzienność nabiera blasku i przestajemy pragnąć i łaknąć śmieci tego świata.
Największym kłamstwem naszych duchowych wrogów jest wmawianie nam, że trud chrześcijańskiego życia, praca nad sobą, jest tak dla człowieka przykra i nieosiągalna, że nie warto się o to starać. Tymczasem Maryja potrzebuje jedynie naszego dziecięcego zaufania i naszego TAK. Wtedy, od razu zaczyna działać dla naszego dobra. Jej działania są dla nas słodyczą i radością. Blisko Niej odczuwamy miłość, znika lęk i pojawiają się nowe siły.
Jeśli Ona chce nam pokazać to, co należy zmienić, to robi to tak delikatnie i czule, przyprawiając wszystko, Jej tylko daną radością, sprytem, matczyną wyrozumiałością. Prawda o nas dociera tak, że nie odczuwamy upokorzenia i zaczynamy śmiać się sami z siebie. Otuleni Jej miłością nie chcemy więcej grzeszyć. Nie chcemy sprawić Jej najmniejszej przykrości. Coraz częściej zaczynamy patrzeć na Nią i pytać. Zaczynamy z Nią żyć.
Ona, tak jak Chrystus, nie złamie trzciny nadłamanej. Każdy, kto tego doświadczy, pragnie bez reszty i całkowicie poddać się tej Królowej. Bycie Jej niewolnikiem to marzenie każdego, zakochanego w Niej serca. Pozwólmy Jej działać, a będziemy zaskoczeni tym, co Ona potrafi z nami zrobić i to bezboleśnie!
Dla mnie przełomowe było zobaczenie korzeni zła w moim życiu. Zrozumiałam, że smutek i przygnębienie, jakie od lat odczuwałam są związane z grzechem bałwochwalstwa, ponieważ to ja decydowałam o tym, jak ma wyglądać moje życie. Nie stawiałam Boga na pierwszym miejscu, choć wydawało mi się, że jestem osobą głęboko wierzącą. Podczas spowiedzi usłyszałam „smutny święty, to żaden święty”. Moje życie, które budowałam po swojemu, legło w gruzach i zrozumiałam, że już nic nie wymyślę. Poczułam zmęczenie takim, moim życiem i to był mój koniec, moje dno. Wtedy przyszła łaska – myśl, by oddać się Maryi…
Dotarło do mnie również to, że jestem związana z moją pracą. I tu Maryja wyprosiła dla mnie szczególną łaskę. Zrozumiałam, że powinnam zmienić pracę. Zostawić mój ponad dwudziestoletni, zawodowy dorobek i zacząć szukać jakiegoś innego zajęcia. Dotychczas poczułabym lęk, a teraz pojawiła się radość. Radość i myśl, że właśnie zaczyna się wielka przygoda, że mogę tak po prostu wszystko zostawić i iść pracować gdziekolwiek. Wierzyłam, że Pan Jezus będzie razem ze mną szukał nowej pracy, abym została uwolniona od tego przywiązania. To niezwykłe doświadczenie można nazwać uwolnieniem serca od wcześniejszego związania.
Co wydarzyło się dalej? Umówiłam się z Panem Jezusem, że pójdziemy szukać pracy, jak tylko dokończę zamówienia. W międzyczasie oddałam moją pracownię Matce Bożej i efekt jest taki, że zamówień nie brakuje. Zatem dalej mam pracownię, ale moje serce jest wolne! Chwała Panu!
Czy to nie cudowne, żyć w zachwycie Maryją, każdego dnia doświadczać tego, jaka Ona jest? Zaczynamy żyć w poczuciu, że stajemy się odkrywcami Jej tajemnicy – kim Ona jest… Zaczynamy zauważać diametralne zmiany w naszym wnętrzu i wokół nas.
Jako zdumiewający przykład podzielę się moim osobistym doświadczeniem. Jednym z niezwykłych interwencji Boga przez Najświętszą Maryję Pannę jest to, że po moim zawierzeniu w lutym 2018 roku otrzymałam swój dom, miejsce gdzie mogę przebywać bezpiecznie otrzymując obietnicę „Zbuduję ci dom” (2 Sm 7,27 ). Po czternastu miesiącach od daty otrzymania tych zapewnień, zamieszkałam w swoim domu. To prawdziwy cud!
„Ty bowiem, o Panie Zastępów, Boże Izraela,
objawiłeś swemu słudze, mówiąc: Zbuduje ci dom.
Dlatego to sługa Twój ośmiela się zwrócić do Ciebie z tą modlitwą:
teraz Ty, o Panie, Boże, Tyś Bogiem, Twoje słowa są prawdą.
Skoro obiecałeś swojemu słudze to szczęście, racz teraz pobłogosławić
dom Twojego sługi, aby trwał przed Tobą na wieki, bo Ty, Panie, Boże,
to powiedziałeś, a dzięki Twojemu błogosławieństwu dom Twojego sługi
będzie błogosławiony na wieki. (2 Sm 7,27-29 )
Ponadto otrzymałam uwolnienie od lęku. Cały 2018 rok obfitował w błogosławieństwa. Jestem przekonana, że zawdzięczam te łaski wstawiennictwu Matki Najświętszej. Jej czułe, matczyne spojrzenie ogarnia całego człowieka z jego potrzebami duchowymi i materialnymi. Chwała Bogu za to!